Vibe coding to tylko gloryfikowany doom scrolling
Sobota, 23:31. Dostajesz powiadomienie: osiągnięto limit użycia modelu. Czekaj dwa dni albo wrzuć kolejną monetę w maszynę. Wzdychasz. Pora wejść na wyższy poziom subskrypcji, zwiększyć limity tokenów w API, które dopiero co ustawiałeś.
Kolejna noc w kasynie. Kolejna noc przewijania feedu. Kolejny dzień budowania.
Wmawiamy sobie, że jesteśmy ponad to. Że nie dla nas godziny spędzone na TikToku. Krzywimy się na pasywną konsumpcję treści, którą karmią się masy. Na przebodźcowanie, dopaminową bieżnię. Na dostarczanie mózgowi ciągłego strumienia nowości i hormonalnych nagród.
Zamiast scrollować Instagrama, wykorzystujemy nasz czas w Duolingo, ucząc się języków, w których nigdy nie przemówimy. Używamy Replit, by w biegu pisać kod, za który nikt nam nigdy nie zapłaci.
Bo tak działa iluzja. W obu przypadkach sprzedano nam styl bycia, do którego aspirujemy. Utrzymujemy passę w Duolingo, bo daje to poczucie postępu – mimo że 98% użytkowników nigdy nie przeprowadzi płynnej rozmowy wyłącznie dzięki temu. Chcemy wierzyć, że ta zgrywalizowana walidacja prowadzi do wymarzonego scenariusza.
Vibe Coding jest jak Duolingo
To kolejna odsłona klasycznego już motywu “porno produktywności”, grająca na naszej próżności i aspiracjach. Zakres tego, co można zbudować, jest imponujący. Złożoność natomiast? Płytka jak kałuża. Zamiast oglądać tutorial o budowaniu “Drugiego Mózgu” na YouTube, patrzymy, jak Claude wypluwa potok myśli, czekając, aż naciśniemy przycisk “kontynuuj”.
Dla większości z nas vibe coding1 jest jak opowiadanie o pomysłach zamiast ich realizowania. To zabawa fantazją o osiągnięciu czegoś wielkiego i imponującego, przy jednoczesnym trzymaniu się komfortu rzeczy, które są w gruncie rzeczy łatwe i jedynie ZDAJĄ SIĘ wytwarzać wartość.
To doom scrolling2 przebrany w szaty produktywności i użyteczności.
Krótka Pętla kontra Długa Pętla
Dlaczego wciąż dajemy się na to nabrać? Obstawiam, że chodzi o naszą percepcję procesu i te wszystkie hormony, które nas ekscytują i sprawiają, że czujemy się dobrze – rzeczy, których Krótka Pętla dostarcza nam w nadmiarze. Ale by zbudować coś znaczącego, musimy operować w Długiej Pętli.
W biznesie całkiem sporo rzeczy wymaga wysiłku rozłożonego w czasie, by przynieść plon. Nazwijmy to Długą Pętlą.
Pomyśl o sprzedaży:
Zdefiniuj produkt.
Naszkicuj strategię wejścia na rynek.
Stwórz materiały.
Odzywaj się do ludzi.
Zostań odrzuconym lub zignorowanym.
W końcu kogoś przekonaj.
Wynegocjuj kontrakt.
Dostarcz produkt.
Otrzymaj zapłatę.
W tym przypadku postrzegana pętla nagrody jest boleśnie długa. Zamyka się tylko wtedy, gdy (jeśli) wygramy. Trzeba być świadomym odroczonej gratyfikacji. Kroki pośrednie nie dają nam tak potężnego strzału, ponieważ pętla nie jest zamknięta, dopóki pieniądze nie trafią na konto.
Teraz spójrzmy na standardowy proces vibe codingu – Krótką Pętlę:
Masz pomysł.
Promptujesz swojego agenta.
Patrzysz, jak AI to buduje.
Naprawiasz błędy i dłubiesz w detalach.
Otrzymujesz nagrodę za “stworzenie” czegoś.
Następnie zaczynasz wszystko od nowa. Ponieważ w tym procesie chodzi o ROBIENIE czegoś. Chodzi o aspirowanie do wizerunku siebie jako twórcy który mamy w głowie. Zaczyna się od myśli “fajnie byłoby mieć apkę robiącą XYZ”, a kończy na posiadaniu tej apki.
Całość przebiega niebywale szybko. Mimo, że ta aplikacja znaczy dosłownie nic – zero użytkowników, zero przychodu, zero użyteczności – nasz mózg rejestruje “osiągnięcie odblokowane”. Lecimy na endorfinach z budowania, zapominając o znoju urynkowienia.
I nieważne, jak dobrą napisaliśmy specyfikację dla aplikacji, jak mocno dopieściliśmy nasze prompty i upiększyliśmy interfejs. Dopóki nie otrzymamy biznesowego (najczęściej pieniężnego lub marketingowego) dowodu wartości, wszystko to jest po nic.
Pobawiliśmy się w sprzedaż, nie wygrywając żadnego klienta i nie wzbudzając żadnego zainteresowania.
Nasze głowy są pełne genialnych pomysłów. Nasze repozytoria pękają w szwach od prototypów. W notatkach szkice kolejnych wspaniałych biznesów. Eksplorujemy więc te idee, bawimy się narzędziami o niskim progu wejścia. Narzędziami, które zapewniają nam szybką walidację nas samych.
To próżność. To wybieranie drogi na skróty.
Niespokojne Pokolenie
I wiesz, dlaczego wybieramy łatwiejszą drogę? Bo w głębi duszy jesteśmy przerażeni.
Jesteśmy lękliwi, niespełnieni. Czujemy to swędzenie, że nie jesteśmy wystarczający, że nie wytwarzamy dość dużo i nie zabezpieczamy swojej przyszłości w wystarczającym stopniu. Skoro siedzimy po kolana w AI, czujemy ten krzemowy oddech na karku. Widzimy kolejny startup wyceniany na miliard. Widzimy każdą aktualizację modelu przynoszącą nowe możliwości i zabijającą kolejny biznes.
Nie ma błogości. Jest tylko orka. Jest gonitwa sprzedawania kolejnego pomysłu, kolejnej aplikacji. Bez powodzenia. Więc wracamy do naszego wybranego IDE/CLI, by spróbować jeszcze raz. W międzyczasie rachunki się piętrzą, faktury czekają na opłacenie, gdy nasze wolne mentalne moce przerobowe mają nadzieję na osiągnięcie tym razem stukrotnego mnożnika finansowego.
Myślimy, że wypełnianie każdej sekundy naszego życia “pracą” zwiększa nasze szanse na przetrwanie. W rzeczywistości jest odwrotnie. To, czym się bawimy, dość często nie wnosi nic nowego do ogółu. To projekt, który wyłącznie stawia nas, w naszych własnych oczach, ponad “nieproduktywnymi” użytkownikami sieci. Ale w rzeczywistości, lwia część naszej produktywności sprowadza się do kosztu tokena i sterty cyfrowej papki, o której nikt – włączając w to nas samych – nie będzie pamiętał za miesiąc.
Jak nie zmarnować życia dla robiąc papkę
Jeśli nie jesteś Andrejem Karpathym, kodowanie dla samego vibe’u to hobby. Przestań nazywać to “budowaniem biznesu”. Jeśli chcemy przerwać ten cykl gloryfikowanej prokrastynacji, musimy skonfrontować się z samymi sobą.
Następnym razem, gdy usiądziesz do budowania, rozważ cel (proces) i koszt alternatywny. Zadaj sobie kilka pytań podczas dłubania rzeczy z AI (lub szczerze mówiąc, podczas jakiejkolwiek pracy):
Czy wiesz, DLACZEGO to budujesz? Dla klimatu? Hipotezy? MVP?
Gdzie jest linia mety? Cel? Termin? Metryki?
Czy to zmienia status quo? Czy to coś realnego, czy tylko sprawia, że czujesz się zajęty?
Czy powinieneś robić coś innego? Coś nudnego? Coś bolesnego? Jak sprzedaż? Jak marketing? Rzeczy, które nie są tak spektakularne, ale konieczne?
W tej erze nieskończonych możliwości i rozpraszaczy, skupienie oznacza brutalność. Trzeba bezlitośnie odrzucać wszystko, co sprowadza nas na manowce, bez względu na to, jak bardzo wydaje się “fajne” czy “edukacyjne”.
Weryfikuj szybko. Jeśli to nie jest “hell yeah!”, to jest to “hell no!”. Miej jasną wizję tego, gdzie chcesz być. I jak się tam dostać.
Możesz mi powiedzieć, że postępujesz zgodnie z wytycznymi i najlepszymi praktykami. Szybkie prototypowanie, budowanie micro-saas. Mówienie, że z samego procesu tworzenia coś w końcu wyjdzie.
Prawie na pewno nie wyjdzie.
Przez większość czasu po prostu się bawimy. Dłubiemy w narzędziach i eksplorujemy pomysły, które prowadzą donikąd.
Wrzucamy kolejny pieniążek w maszynę i nazywamy to progresem.
Jeśli twoje ostatnie dziesięć prototypów ma zero użytkowników, zero złotych i zero trwałego wpływu na cokolwiek – przestań się okłamywać.
Skup się na jednej rzeczy. Określ twarde terminy. Stwórz coś, co możesz wysłać do ludzi, a oni się tym zainteresują.
Zweryfikuj swój pomysł. Albo go ubij.
Albo zamknij okienko z kodem, otwórz Excela, czy coś, i zacznij robić tę nudną robotę, która faktycznie opłaca rachunki.
“vibe coding”, można tłumaczyć jako “programowanie na czuja”
Za Andreiem Karpathym:
“Istnieje nowy rodzaj programowania, który nazywam ‘vibe coding’ (kodowaniem na czuja). Polega ono na tym, że całkowicie poddajesz się flow (’wibracjom’), akceptujesz wykładniczy postęp technologiczny i zapominasz, że kod w ogóle istnieje.”
Co to oznacza w praktyce? Jest to styl pracy, w którym programista przestaje być rzemieślnikiem piszącym linijki kodu, a staje się “reżyserem”. Zamiast pisać pętle i funkcje:
Opisujesz po polsku/angielsku, co chcesz osiągnąć (np. “zrób mi stronę z latającymi kotami”).
AI generuje cały kod.
Uruchamiasz go.
Jeśli nie działa, nie analizujesz kodu — po prostu wklejasz błąd z powrotem do AI i każesz mu “naprawić to, żeby działało”.
W języku polskim termin można tłumaczyć opisowo jako “kompulsywne chłonięcie złych wieści”
Jest to nawyk polegający na obsesyjnym przeglądaniu mediów społecznościowych i serwisów informacyjnych w poszukiwaniu negatywnych treści.
Co to oznacza w praktyce?
Mechanizm: Mózg szuka informacji, aby przygotować się na zagrożenie (np. wojnę, pandemię, utratę pracy przez AI), co daje złudne poczucie kontroli.
Skutek: Zamiast uspokojenia, otrzymujemy pętlę lęku i dopaminy, która trzyma nas przy ekranie, mimo że czujemy się coraz gorzej.


